Menu

Stracony Weekend

Blog o blaskach i cieniach edukacji, reklamy i manipulacji.

Reklama pre-roll w nauczaniu, czyli wkurzony Klient

straconyweekend

Czy jest coś bardziej irytującego na portalach informacyjnych niż włączające się nagle reklamy pre-roll (reklamy poprzedzające materiał video, powszechnie znane z YouTube’a)?

Pre-roll z punktu widzenia Czytelnika

Z jakiegoś niepojętego powodu firmy i agencje reklamowe uparły się, że jeśli nagle zaryczą mi w głośnikach reklamą ich Klienta, to na reklamę zwrócę uwagę i pokocham markę lub zainteresuję się produktem. W połowie to prawdą, zwrócę uwagę. Ale markę znienawidzę a produkt będzie mi się kojarzył z niechcianym, wrzeszczącym badziewiem. Tylko ja tak mam?

Ależ skąd. Nie od dziś wiadomo, że reklamy pre-roll denerwują Internautów. Co nie jest dziwne. Są głośne, niedobrane tematycznie do zainteresowań Czytelnika, idiotyczne w treści. A co najgorsze, na niektórych portalach informacyjnych umieszczane są gdzieś pod koniec artykułu, ale włączają się, gdy tylko wyświetli się artykuł (albo kilka sekund to tym zdarzeniu). Oczywiście drąc się w niebogłosy.

Innymi słowy, zanim przeczytam artykuł, musze odszukać okienko z filmem, zatrzymać go i przeczytać idiotyczny komunikat, że treści czytam za darmo (zwykle o wątpliwej jakości i wstydem byłoby brać za nie pieniądze), więc powinienem mieć ogromne wyrzuty sumienia, że zatrzymałem reklamę. Na szczęście popękane bębenki słuchowe skutecznie wyłączają poczucie winy. Do tego stopnia, że nie czułbym się winny nawet po zamordowaniu całego działu marketingu, który w kolejnym artykule doprowadza mnie do rozstroju nerwowego.

Ot, taka odmiana pomroczności jasnej. Pomroczności na tyle głębokiej, że każdy sąd uniewinniłby mnie od wymazania z tego świata całego działu pre-rollowego marketingu. Zwłaszcza, jeśli Wysoki Sąd zaglądałby na portale informacyjne.

Pre-roll, morderca dobrego wizerunku

Na marginesie pre-roll. Amerykanie mają znacznie lepszy słuch niż Polacy. Reklamy na CNN (i w ogóle materiały video) są zauważalnie cichsze niż na polskich portalach informacyjnych (bynajmniej nie analogicznych pod względem jakości). Na The Guardian reklama pre-roll (jeśli w ogóle jest) odtwarzana jest dopiero po kliknięciu w przycisk „play”, a dla odmiany na tvn24.pl włącza się bez pytania.

Odsłona reklamy zaliczona, ale czy wpłynęło to na wizerunek marki? W moich oczach tak – szczerze nienawidzę pewnego szamponu przeciwłupieżowego, „numer 1 w Polsce”, który de facto jest zwykłym szamponem z dodatkiem siarczku selenu (Selenium Sulfide), skutecznie walczągo z drożdżakami, typową przyczyną powstawania łupieżu.

Skąd to wiem? Odtwarzany bezmyślnie pre-roll tak mnie wkurzył, że postanowiłem dowiedzieć się, czym ów „numer 1 w Polsce” zastąpić. Dziękuję Ci, numerze 1 (prawie jak „Klan na drzewie”). Wizerunek szamponowej marki „numer 1” spadł u mnie do poziomu bruku, ale dzięki temu wiem, czego szukać, gdy będę potrzebował zawalczyć z łupieżem.

Dzięki, o budowniczowie wizerunku, mistrzowie marketingu.

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Patryk] 91.196.11.*

    Niestety w tym o czym piszesz jest bardzo dużo prawdy. Coraz trudniej jest trafić na reklamę, która zainteresuje nas swoją wartością pod względem treści lub przynajmniej dowcipu. Mam nadzieję, że będzie się pojawiało takich coraz więcej! PS. Bardzo fajny wpis, czekam na kolejne.

© Stracony Weekend
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci