Menu

Stracony Weekend

Blog o blaskach i cieniach edukacji, reklamy i manipulacji.

Co odróżnia newsletter od spamu?

straconyweekend

Czy newsletter i spam stanowią synonimy? Generalnie nie, ale nie dla wszystkich. Właśnie przejrzałem swoją google’ową skrzynkę pocztową i trudno nie zauważyć tego, co odróżnia newsletter od spamu. I bynajmniej nie mam na myśli mojego świadomego dołączenia do newslettera.

Dlaczego zapisuję się do newsletterów?

Osobiście nie mam problemów z zapisywaniem się na newslettery, zarówno blogów i portali internetowych, jak i sklepów czy korporacji czyniących dobro i zło. Nie dlatego, żeby dostać jakieś zniżki czy darmowe treści (na marginesie - rośnie popularność koncepcji „płacenia” za dostęp do treści właśnie poprzez zapisanie się na newslettera czy udostępnienie kont społecznościowych). Zapisuję się, gdyż z takich lub innych powodów określona tematyka mnie interesuje.

A że interesuje mnie wiele rzeczy, więc nie ma dnia, bym nie dostał maila informującego mnie o nowościach, promocjach, nowych postach czy artykułach. Fajnie. Niektóre treści mnie interesują, ale nie wszystkie. Co jest o tyle dziwne, że zapisałem się do danego newslettera z powodów stricte tematycznych. A tymczasem…

A tymczasem obok treści faktycznie wzbudzających moje zainteresowanie dostaję relatywnie coraz więcej treści, które kompletnie mnie nie interesują i których nigdy na danych stronach nie poszukiwałem. Bynajmniej nie dotyczy to blogów czy artykułów na portalach tematycznych, na których „odejścia” od głównego tematu mają miejsce. Dotyczy to dużych firm, korzystających z profesjonalnego oprogramowania do rozsyłania newsletterów, które na podstawie moich zakupów wie, co może mnie zainteresować.

Kilka lat temu założyłem sobie konto w pewnej dużej księgarni internetowej, będącej częścią sieci stacjonarnej. Czasami korzystam. Przy okazji zapisałem się na newsletter w nadziei, że księgarnia będzie mnie informowała o rzeczach, które będą dla mnie interesujące. I co?

Dlaczego wypisuję się z newsletterów?

W tejże księgarni nigdy nie kupiłem eBooka, nigdy nie kupiłem perfum, nigdy nie zamówiłem fotokalendarza, nigdy nie kupiłem żadnego filmu. Tymczasem informacji dotyczących książek tematycznie związanych z pozycjami, które kupiłem, nie ma. Nie ma nie tylko w sensie promocji. Nie dostaję nawet informacji o nowościach, które wiem, że zostały wydane i które są dostępne w tejże księgarni.

Czy to ma sens? Żadnego. Newsletter stał się spamem, którym owa księgarnia nieustannie mnie atakuje i który będę musiał zablokować i rozstać się z ich newsletterem. Niby nic strasznego, pewnie i tak coś u nich kupię.

Otóż niekoniecznie. Dla porównania mam również newsletter z innej księgarni (nazw nie podaję celowo), która świetnie radzi sobie z jego odpowiednią treścią. Nie przysyłają mi ofert na poezję, filmy i zabawki (a te również mają w ofercie). Nie wysyłają mi spamu, ale informacje, które faktycznie mogą przełożyć się na konwersje (patrząc z ich punktu widzenia).

I przekładają się. Wniosek? Jeśli wysyłasz newslettery zastanów się, czy wysyłasz Klientom informację czy zwykły spam, który po dłuższym czasie skończy się wypisaniem z Twojego newslettera.

 

© Stracony Weekend
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci